Wino na dziś #02 – Mediterrania de Codorníu

Cunit – senna plaża na Costa Dorada

Sobota, torba wypełniona po brzegi, a my stoimy w drzwiach wychodząc z domu. Koc? Jest. Krem z filtrem? Jest. Ręczniki, rakietki? Są. Gdzieś ktoś na pewno wymyślił już nazwę fobii przed niedopakowaniem bagażu. W torbie znajduje się też butelka cavy, ale oczywistych rzeczy nie wypada sprawdzać.

Na plażę jedziemy pociągiem za miasto. Będąc w Barcelonie można oczywiście iść na plażę miejską, która została kompleksowo zmodernizowana w ramach przygotowań do Olimpiady w 1992 roku (to te Igrzyska, na których nasi zdobyli srebro w piłkę nożną). Pobyt na niej należy zakończyć spacerem po nadmorskim bulwarze – to obowiązkowa pozycja weekendowego wypadu do stolicy Katalonii. Jednak, jeśli zawitamy tutaj na dłużej warto przejechać się również za miasto. Plaże pod Barceloną są ładniejsze, bezpieczniejsze (chociaż zawsze trzeba być czujnym) i mniej oblegane przez turystów. Szczególnie w ciągu tygodnia jest tam luźno.

Skoro jedziemy opalać się za miasto to możliwe są dwa kierunki – w stronę Francji, lub na południe w kierunku Walencji. Kierunek północny to Costa Brava z urokliwymi zatoczkami i wysokimi klifami urywającymi się dopiero nad wodą. W przeciwną stronę jest Costa Dorada o znacznie spokojniejszym morzu i przyjemniejszym piasku. Natomiast krajobraz raczej bez fajerwerków – jest dość płaski. Z doświadczenia polecam na wypad jednodniowy bliską Costa Dorada, natomiast przy pobytach z noclegiem ciekawiej odwiedzić czarujące miasteczka Costa Brava.

Dzisiaj padło na senne Cunit znajdujące się dobre 60 kilometrów na południe za miastem. Szczerze mówiąc Cunit nie jest moim pierwszym wyborem. Najczęściej pada on na Castelldefels z szeroką plażą tuż na przedmieściach gdzie dojeżdża się jeszcze na bilecie miejskim. Ale człowiek nie znosi monotonni. A ja stęskniłem się już za tym typowym dla Costa Dorada widokiem klimatycznych apartamentowców pamiętających co najmniej lata osiemdziesiąte. Do tego woda w Cunit jest niebywale płytka przez co bardzo ciepła.

Plaża w Cunit

Deptak w Cunit

Mediterrania de Codorníu, wino iście wakacyjne

Zadomowiwszy się na plaży z torby wyjmujemy opatuloną butelkę. W domu schłodziliśmy ją w lodówce, a teraz zimna pilnuje żelowa osłonka termiczna. Całość dla izolacji owinięta była dodatkowo ręcznikiem. Teraz pora to wszystko rozpakować.

W śródziemnomorskim słońcu schłodzone wino jest błogim ukojeniem. Szczególnie gdy mamy do czynienia z cavą, która została stworzona właśnie na takie okazje. Mediterrania de Codorníu to wino, którym najlepiej rozkoszować się w wakacyjnej atmosferze. Wino powinno się dobierać nie tylko do dań, ale też kontekstu w jakim będzie spożywane. W Codorníu dobrze o tym wiedzą.

Dzisiejsze wino, to młoda cava  powstała z tradycyjnych gron – Macabeo, Xarel·lo oraz Parellada. Spisuje się następująco:

Wygląd: złota barwa, średnie bąbelki
Zapach:  rześka cava, która uderza nas intensywnością zielonych jabłek niczym cydr i cytrusami. Kolorytu dodają nuty suszonych brzoskwiń.
Smak: na języku wcześniejsze doznania potęgują się, do tego czuć lekką słodycz w tym brucie.
Ogólne wrażenie: osobiście unikam określenia „mineralność”, jaką wielu mogłoby przypisać temu winu, gdyż jest ono zbyt niejasne. W tym wypadku wolałbym odwołać się do rześkości Mediterrania de Codorníu. Jest to cava bardzo lekka i przyjemna, która sprawdzi się w luźnej atmosferze. Nie przyćmi dania ani okazji, tylko świetnie ją dopełni. Warto pamiętać, że jest to cava, która stanowi urozmaicenie głównej gamy oferowanej przez Codorníu. Przez to jest bardziej swobodna, frywolna, świetnie skrojona na momenty beztroski. Polecam szczególnie na okazje na świeżym powietrzu.

Cena: do 50 zł

Cava Mediterrania de Codorníu

Cava Mediterrania de Codorníu